Więcej ciała niż szumu: mediolańska moda męska walczy o swoją pozycję
Nie jest tajemnicą, że moda męska rzadko cieszy się takim zainteresowaniem, jak moda damska. Sezony mody męskiej w Mediolanie zawsze przebiegały w cieniu spektakularnego kalendarza pokazów damskich i coraz bardziej ambitnych produkcji w Paryżu. Jednak sezon SS27 pogłębił tę dysproporcję bardziej niż zwykle. Kalendarz był tak skromny, że sama nieobecność marek stała się tematem rozmów, rodząc niewygodne pytanie: czy moda męska opuściła Mediolan?
Odpowiedź była widoczna jeszcze przed oficjalnym zakończeniem mediolańskiego tygodnia mody, gdy uwaga branży przeniosła się do Paryża. Dla Mediolanu to więcej niż marginalna uwaga. Ujawnia to fundamentalny problem: w rywalizacji o uwagę, publiczność i znaczenie kulturowe miastu coraz trudniej jest utrzymać zainteresowanie międzynarodowej sceny mody do samego końca. Paryż skorzystał na tym bezpośrednio. Podczas gdy siła przyciągania Mediolanu słabła, branża zgromadziła się już na inauguracji tamtejszych pokazów mody męskiej, które otworzył pokaz Louis Vuitton.
Czy format mieszany uczynił tydzień mody męskiej zbędnym?
W Mediolanie brakowało wielkich, spektakularnych momentów. Część uwagi przeniosła się nawet całkowicie poza oficjalny kalendarz. Jedna z najczęściej dyskutowanych prezentacji mody męskiej we Włoszech odbyła się w tym sezonie nie w Mediolanie, lecz we Florencji podczas targów Pitti Uomo. To tam Simone Rocha zadebiutowała ze swoją pierwszą samodzielną kolekcją męską, wywołując szeroki oddźwięk. Reakcje były znacznie żywsze niż na wiele propozycji z mediolańskiego programu.
Do tego doszły przetasowania personalne w branży, w tym odejście Adriana Appiolazy z Moschino i szybkie przejęcie sterów przez założycieli Sunnei, Lorisa Messinę i Simone Rizzo. Jedna z najważniejszych dyskusji tygodnia nie dotyczyła więc samych pokazów, lecz wydarzeń zakulisowych, co wskazuje na przesunięcie uwagi z oficjalnego programu na ruchy wewnątrz branży.
Mimo to Mediolan przyciągnął znaczące grono międzynarodowych marek. Thom Browne, zazwyczaj prezentujący swoje kolekcje w Nowym Jorku lub Paryżu, pokazał się w mieście po raz pierwszy. Ikona nowojorskiej mody, Ralph Lauren, powrócił na drugi sezon, a Paul Smith kontynuował swoją obecność w Mediolanie po opuszczeniu Londynu. Na papierze są to znaczące nazwiska. W praktyce jednak nie zmieniły one fundamentalnie percepcji całego tygodnia. Prada pozostaje jedynym lokalnym filarem, który potrafi wzbudzić ten rodzaj ekscytacji, jaki niegdyś definiował Mediolan jako stolicę mody męskiej.
Prezentacji natomiast nie brakowało, jednak ta forma z natury skierowana jest do węższego grona odbiorców i rzadko wywołuje kulturowy rezonans, jaki towarzyszy spektakularnym pokazom na wybiegu. Są one efektywne, racjonalne z komercyjnego punktu widzenia i coraz bardziej zgodne z dzisiejszym modelem działania marek. Jednocześnie przyczyniają się do cichszego, mniej widocznego tygodnia mody – takiego, który funkcjonuje jako platforma handlowa, ale jako wydarzenie kulturalne nie pozostawia niemal żadnego śladu.
Część tej ewolucji odzwierciedla głębsze zmiany strukturalne w świecie mody. Wraz z zacieraniem się granic między modą męską a damską, pokazy mieszane stały się standardem. Dla wielu marek oddzielne kalendarze nie mają sensu ani z kreatywnego, ani z komercyjnego punktu widzenia. Wspólna prezentacja zapewnia efektywność, spójność i jaśniejszy wizerunek marki.
Jednak skumulowany efekt jest mniej pozytywny. Każda decyzja o włączeniu mody męskiej do szerszego pokazu usuwa kolejny stały punkt z kalendarza mody męskiej. Z czasem podważa to intensywność, która jest siłą napędową samodzielnego tygodnia mody, i napędza błędne koło: mniej pokazów oznacza mniej gości z branży, co z kolei osłabia znaczenie całego wydarzenia.
Dużo ciała, mało szumu
Mimo że w sezonie SS27 brakowało intensywności pokazów, które niegdyś definiowały mediolańską modę męską, w kolekcjach zarysował się wyraźny zwrot estetyczny – powrót do ciała jako centralnego punktu odniesienia.
Przez cały tydzień dało się zauważyć rosnące zainteresowanie projektantów, by nie ukrywać męskiej sylwetki, lecz ją eksponować. Po latach zdominowanych przez krawiectwo oversize i luźne fasony, dyrektorzy kreatywni na sezon SS27 wyraźnie zintensyfikowali swoje wysiłki, aby uczynić męskie ciało widocznym.
Mikroszorty, dopasowane dzianiny, transparentne tkaniny i rozpięte koszule pojawiały się wielokrotnie, podkreślając nowe skupienie na cielesności. Nie powstała jednak jednolita sylwetka, lecz całe spektrum wyidealizowanych wizerunków ciała.
Niektóre kolekcje, jak na przykład u Dolce & Gabbana, świadomie akcentowały muskularną budowę ciała, podczas gdy Prada rozwinęła znacznie smuklejszą, minimalistyczną sylwetkę slim-line – formę, której w modzie męskiej w ostatnich sezonach w dużej mierze brakowało i która w tak wyrazistej formie była ostatnio widoczna na początku lat 2000.
Współistnienie tych ideałów odzwierciedla szerszą zmianę kulturową: męskość nie jest już definiowana przez jeden dominujący wzorzec, ale przez konkurujące, często sprzeczne wizerunki ciała. Ta ewolucja przypomina schematy, które od dawna kształtują modę damską. Rosnące oczekiwanie, by ciało było starannie kształtowane, optymalizowane i wizualnie czytelne, w pełni dotarło również do mody męskiej. Media społecznościowe dodatkowo wzmocniły tę dynamikę, dostarczając nieustannego strumienia wyidealizowanych męskich ciał, a wybieg ponownie staje się sceną, na której te ideały są negocjowane.
W rezultacie otrzymujemy modę męską, która jest coraz częściej definiowana nie tylko przez ubranie, ale przez ciało pod nim – ciało, które stało się widoczne, plastyczne i normowane przez zewnętrzne obrazy. Jednakże, jakkolwiek wyraźna była ta zmiana w kolekcjach, nie zdołała ona przyćmić strukturalnego pytania, które towarzyszyło sezonowi SS27 od samego początku: czy moda męska opuściła Mediolan?
Na razie odpowiedź brzmi: nie. Ale sygnały stają się coraz wyraźniejsze. Jeśli najważniejsze dyskusje toczą się poza oficjalnym programem, jeśli branża wyjeżdża, zanim tydzień mody dobiegnie końca, i jeśli kilka domów mody niemal w pojedynkę dźwiga ciężar utrzymania znaczenia wydarzenia, to znaczy, że tydzień mody stracił swoje centrum grawitacyjne, bez względu na to, ile pokazów oficjalnie znajduje się w kalendarzu.
Mediolan wciąż prezentuje modę męską, ale coraz rzadziej ją kształtuje. I dopóki ten stan się utrzyma, to pytanie nie zniknie.
Ten artykuł został przetłumaczony na język polski przy użyciu narzędzia AI.
FashionUnited wykorzystuje technologię językową opartą na sztucznej inteligencji, aby zapewnić szerszy dostęp do wiadomości i informacji dla profesjonalistów z branży mody na całym świecie. Chociaż staramy się zapewnić dokładność, tłumaczenia AI są stale udoskonalane i mogą nie być jeszcze całkowicie bezbłędne. W przypadku uwag lub pytań dotyczących tego procesu, prosimy o kontakt pod adresem info@fashionunited.com.