„Dzień, w którym zysk stanie się priorytetem, będzie naszym końcem”: kulisy niezwykłej strategii Andreasa Christiana von der Heide
W tętniącej życiem siedzibie Les Deux – którą Andreas Christian von der Heide nazywa swoim „placem zabaw” – dwa światy dyskretnie się spotykają. Na jego biurku leży zielony notes Moleskine, wypełniony fragmentami pomysłów. Jednak pod kreatywnym instynktem człowieka, który z jednego białego T-shirtu zbudował markę zatrudniającą dziś 150 osób na wielu rynkach, kryje się niezaprzeczalny duch żołnierza.
Jednak postrzeganie von der Heide'a jedynie jako przedsiębiorcy sukcesu byłoby spłyceniem tematu. Historia Les Deux to nie tylko opowieść o skalowaniu marki, ale także ciągła, świadoma próba budowy imperium bez utraty człowieczeństwa w tym procesie.
Dyscyplina jako niewidzialna architektura
Przed modą było wojsko. Podczas gdy jego rówieśnicy cieszyli się bezpieczeństwem uniwersyteckich murów, von der Heide budził się w chłodnej precyzji wojskowych koszar.
„Byłem niepokornym dzieckiem” – przyznaje von der Heide głosem niosącym spokojny autorytet kogoś, kto przetrwał chaos wczesnego sukcesu. „Wojsko dobrze na mnie wpłynęło, naprostowało mnie”. Nie tylko przetrwał tę strukturę, ale wręcz się w niej zakochał. „Uwielbiam to, że dzień był uporządkowany... nie kończysz, dopóki nie skończysz. Podoba mi się tego rodzaju mantra”.
To tam nauczył się pierwszej lekcji przywództwa: kompetencje nie zależą od wieku. „W wojsku uwielbiam to, że wiek nie ma znaczenia. Jeśli jesteś wystarczająco dobry, zainwestują w ciebie”. Przeniósł ten dogmat bezpośrednio do Les Deux. Kiedy w wieku zaledwie 20 lat zakładał markę, nie był studentem szkoły biznesu; był młodym człowiekiem wyszkolonym w surowych warunkach polowych, przekonanym, że dyscyplina jest jedynym sposobem na ochronę kreatywności.
Brakujący wątek i kreatywna ucieczka
Każdy przedsiębiorca ma swoją „czerwoną nić” – cichą narrację z dzieciństwa, która determinuje jego dorosłe ambicje. Dla von der Heide'a ten wątek jest zdefiniowany przez nieobecność: jego ojca, który zmarł, gdy miał dwa lata.
„Zawsze brakowało mi tej figury ojca” – mówi. „To stworzyło pewien rodzaj głodu – chęci udowodnienia, że cokolwiek sobie postanowisz, możesz to zrobić”. Równowagę odnalazł dzięki dwóm innym postaciom: dziadkowi, który uosabiał hart ducha przedsiębiorczości, oraz ciotce, która otworzyła mu drzwi do głęboko kreatywnego świata. Dzięki nim Andreas znalazł swoją drogę. Dla niego kreatywność to nie tylko narzędzie komercyjne; to „miejsce, w którym mogę być po prostu wolny”.
Alchemia komplementarności
Założona w 2011 roku bez koneksji i kapitału, marka Les Deux była aktem czystej woli. W początkowych latach von der Heide i jego pierwszy współzałożyciel, Virgil Mwepele, myśleli podobnie i mieli te same kreatywne atuty, ale często poruszali się po tym samym gruncie. Gdy biznes zaczął nabierać kształtów, Mwepele ostatecznie odszedł, aby podjąć pracę na etacie, w czasie gdy firma nie miała jeszcze podstaw finansowych, by wypłacać pensje, nawet założycielom. Ich relacje pozostały dobre.
Prawdziwym punktem zwrotnym dla firmy nie był nagły zastrzyk kapitału, ale pojawienie się Kristoffera Haapanena, który dołączył jako współzałożyciel i CEO zaledwie kilka miesięcy po założeniu marki.
Podczas gdy partnerstwo z Mwepele opierało się na wspólnej wizji, przejście do współpracy z Haapanenem wprowadziło niezbędny, niemal organiczny podział obowiązków. „Wszystko, co można zobaczyć i dotknąć – to ja. Wszystko, co niewidoczne – dystrybucja, magazyn, przepisy podatkowe – to on” – zauważa von der Heide. To nie jest sztywna „złota zasada” narzucona umową, ale milczące, ślepe zaufanie, które pozwala im działać szybciej. „Jesteśmy dobrzy w dwóch różnych rzeczach... i nie wchodzimy na swoje podwórko”. Ta synergia pozwoliła Les Deux przejść przez mętne wody szybkiego wzrostu bez załamania.
„Zawsze szukamy tych dodatkowych pięciu procent, które robią różnicę, i jesteśmy dumni, że mamy zespół, który robi to samo”.
Rekrutacja z intencją: „Czuję ich”
W branży znanej z dużej rotacji pracowników Les Deux stanowi wyjątek. Pięciu z pierwszych sześciu pracowników nadal pracuje w firmie ponad dekadę później. Von der Heide zbudował ten krąg w oparciu o intuicję: on rozumie ludzi.
„Ludzie czują, że żyją, gdy czują energię” – mówi. Szukając talentów, nie patrzy tylko na CV; szuka „intencji”. Jego dyrektor kreatywny, Mathias Jensen, zaczynał jako 23-letni grafik. Von der Heide'a nie interesowało jego doświadczenie; interesowała go jego pasja. „Patrzę, czy potrafię ich „poczuć”. Czy są tu, bo to po prostu fajna marka, czy dlatego, że chcą budować własną drogę?”.
Od „twardej miłości” do sal medytacyjnych
Jak wielu młodych założycieli, von der Heide nie ukrywa ceny, jaką zapłacił. Na początku pracował 80 godzin tygodniowo i tego samego oczekiwał od wszystkich innych. „Poświęciłem wszystko... Byłem tak zdeterminowany, że oczekiwałem również od ludzi, że dadzą z siebie absolutnie wszystko”. Nazywa to „twardą miłością”. Trudno powiedzieć, czy te wczesne lata wymagały zbyt wiele. Pewne jest, że firma wciąż nosi ślady tej intensywności – choć, jak sam mówi, czas i ojcostwo „złagodziły go”.
Dziś „plac zabaw” ewoluował i obejmuje salę medytacyjną w siedzibie marki, gdzie buddyjski mnich prowadzi zespół w praktyce uważności. „Godzinę temu miałem w sali medytacyjnej mnóstwo ludzi z mnichem... wczoraj mieliśmy trening na siłowni”. To nie są korporacyjne benefity; to kluczowe elementy „zdrowej kultury organizacyjnej”. Andreas zdał sobie sprawę, że marka umiera w momencie, gdy staje się tylko liczbą w arkuszu Excela. „W dniu, w którym to zrobimy, umrze”.
„Mamy tu zasadę: nikt nie jest ponad zespołem” – mówi. To nie tylko slogan. Rozstawał się z pracownikami o wysokich wynikach z powodu braku życzliwości, wierząc, że „wystarczy jedna osoba, by zrujnować morale w całym zespole”. Jego przywództwo jest głęboko osobiste. Niedawno, słysząc, że nowo zatrudniona osoba ma problemy z zajściem w ciążę, von der Heide – który przeszedł podobną drogę – skontaktował się z nią bezpośrednio. „Po prostu napisałem: „Hej, wiem, że to bardzo delikatny okres... jeśli chcesz porozmawiać z kimś, kto tego doświadczył, możesz się odezwać”. Ludzie, którzy sprawiają, że moje życie jest ciekawe, powinni czuć, że naprawdę mi na nich zależy”.
Opór wobec tyranii danych
Wraz z rozwojem Les Deux rosła rola danych. Von der Heide pozostaje sceptykiem. „Dane dla mnie to zabezpieczenie podstaw, ale jeśli będziemy patrzeć tylko na dane, za pięć lat staniemy się nudną firmą. Dane patrzą wstecz, nie potrafią patrzeć w przyszłość”.
W branży obecnie naznaczonej nadprodukcją i „kryzysem prawdy”, von der Heide polega na instynkcie, by pozostać na czasie. Chce, aby Les Deux było „motorówką, a nie supertankowcem” – wystarczająco zwrotną, by poruszać się po wzburzonych wodach i przejść na kolekcje „prosto na sezon” z krótszymi terminami realizacji. Choć ma nadzieję na zmianę przepisów, która stworzy równe szanse w zakresie zrównoważonego rozwoju, jego uwaga skupia się na „strzeżeniu magii”.
Co pozostaje
Jak chce być zapamiętany człowiek, który łączy hart ducha sierżanta z notesem poety? Kiedy myśli o swoim dziedzictwie, nie wspomina o kamieniach milowych w przychodach. Myśli o swoich dzieciach i partnerach, którzy pewnego dnia będą z nimi rozmawiać.
Jego odpowiedź jest rozbrajająco prosta: „Oddany. Troskliwy. I trochę wymagający”.
Les Deux ostatecznie próbuje udowodnić radykalną tezę: że można zbudować globalne imperium, nie niszcząc ducha tych, którzy kładą fundamenty. Czy taka równowaga może przetrwać skalowanie, to już inne pytanie. Na razie Andreas von der Heide wciąż próbuje udowodnić, że jest to możliwe.
Ten artykuł został przetłumaczony na język polski przy użyciu narzędzia AI.
FashionUnited wykorzystuje technologię językową opartą na sztucznej inteligencji, aby zapewnić szerszy dostęp do wiadomości i informacji dla profesjonalistów z branży mody na całym świecie. Chociaż staramy się zapewnić dokładność, tłumaczenia AI są stale udoskonalane i mogą nie być jeszcze całkowicie bezbłędne. W przypadku uwag lub pytań dotyczących tego procesu, prosimy o kontakt pod adresem info@fashionunited.com.
OR CONTINUE WITH